Tag Archives: dagmara

GILI GEDE, LOMBOK i inne przygody podczas tygodniowych wakacji po egzaminach półsemestralnych

GILI GEDE

Od początku wiedziałam, że mój samotny wyjazd na skuterze na Lombok musi skończyć się na Gili Gede. Wypatrzyłam sobie tą wysepkę jakiś czas temu. To alternatywa dla wysepek Gili, na które podążają wszyscy odwiedzający Bali.

Ale zanim tam dotarłam, pojechałam sprawdzić czy Kuta Lombok zmieniła się przez 5 lat, odkąd byłam tam ostatni raz… oraz opatrzyć rany obdrapanej Magdalence, która poślizgnęła się na piachu i zaliczyła glebę na skuterze.

GILI GEDE

Kuta Lombok nie zawiodła mnie swoimi widokami i pięknymi plażami. Dokladnie tak, jak zapamiętalam to miejsce z przed kilku lat.

Lombok

Lombok

To miejsce jest dzikie, pełne surferów, beach boysów – lokalesów polujących na białą pannę, pancioszek sprzedających sarongi, dzieciaków sprzedających branzoletki, kokosów oraz jest niebezpieczne po zmroku, bo ludzie z okolicznych wiosek, co nie kumają, że na turystach da się zarobić, czają się, że na piaskowej, dziurawej drodze, żeby ukraść przejeżdżającym surferom skuter… ale mimo wszystko warto pobyć chwilę w tamtejszych okolicach.

Lombok

Jednego dnia pojechałyśmy z Magdą na Pantai Pink, czyli różową plażę. Droga przez ostatnie 10km wygląda jak szwajcarski ser z dziurami, a ostatni zjazd na plażę stromy, że hoho… lokalny chłopaczek kazał mi zjechać do plaży, zabrał Magdę do siebie na skuter, a ja udawałam, że to oczywiste, że umiem zjechać stromą piaskową drogą… cały czas zastanawiałam się czy ja bedę umiała podjechać z powrotem…

Ale nagroda była cudna…

Lombok

Lombok

Napotkałam tam przeciwnego Niemca, co miał ojca Indonezyjczyka i nie mówił po indonezyjsku… wybraliśmy się razem na wycieczkę snorkową. Przeciwna to była wycieczka, na której to ja – blondzia z Polski, tłumaczyłam niemco-indonezyjczyka z angielskiego na indonezyjski… Chłopak był bowiem bardzo otwarty, cały czas pytał o coś pana łódkowego i jego pomocnika, a oni przychodzili do mnie i pytali co on mówi… absurdalna historia, uzgodniliśmy, że kolega się jednak od taty trochę indonezyjskiego poduczy, bo przecież krew jego indonezyjska jest i powiedziałam, że ja bym zabiła za taką możliwość jaką on ma mając rodzinę w Indonezji, więc musi to wykorzystać :)

a oto wspomniany kolega:

fuji1-6

Po trzech dniach zabrałam naszą pacjentkę na Gili Gede… na nasze szczęście na plaży w Kucie spotkałyśmy chłopaka, który przeprowadzał ze mną wywiad (często studenci indo uczelni przeprowadzają z nami wywiady), i okazało się, że pochodzi z Gili Gede.. dał nam namiary na Pak Anton, właściciela dwubungalowego home stay’a o nazwie „Warung Pelangi”

GILI GEDE

GILI GEDE

Szybko zorganizowaliśmy się i Agnes z Christianem dołączyli do nas jeszcze tego samego wieczoru.
Przez 4 dni byliśmy jedynymi białasami na wyspie.

GILI GEDE

Wyspa okazała się dokładnie tym, czego szukałam… takie Galo – Galo, ale bliżej Bali i z trzema wioskami i lokalną, miłą ludnością. Cofnęliśmy się w czasie i rozwoju… brak prądy (tylko kilka godzin wieczorem), słona woda i stosy kokosów.

GILI GEDE

GILI GEDE

GILI GEDE

GILI GEDE

Wyspę można obejść w pół dnia… zatrzymując się na kąpiel, kokosa, albo rozmowę z lokalsami…
Ludzie są tu ciekawi Ciebie i trochę indonezyjskiego ułatwia kontakt. Dzieciaki podbiegają i proszą o zdjęcie tylko po to, żeby obejrzeć potem na podglądzie czy dobrze wyszły.

GILI GEDE

GILI GEDE

GILI GEDE
fot. by Magda

Na wyspie jest mnóstwo rzeczy do roboty… zbieranie muszelek i telefonowanie do siebie za pomocą dużych sztuk było naszym ulubionym zajęciem.

GILI GEDE

GILI GEDE

Gili Gede to zdecydowanie wielka wiocha (słowo to w moich ustach zawsze jest komplementem, bo jestem wieśniarą i kocham wiejskość). Można tu znaleść mnóstwo miejsc do siedzenie i gapienia się, a zdjęcia można robić w nieskończoność.

Mnóstwo zwierzątek
GILI GEDE

GILI GEDE

GILI GEDE

rafa koralowa
GILI GEDE

wycieczki snorkowe
GILI GEDE

kraby kokosowe
GILI GEDE

łódeczki
GILI GEDE

przepiękne zachody słońca
GILI GEDE

A wszystko to 4 godziny promem z Bali i godzinkę na skuterze :)

Tagged , , , , , ,

PETUALANGAN-PETUALANGAN

6.09

Minął miesiąc i pół i dziwne przygody zaczęły się wydarzać. Może to wina naszego zrelaksowania się i poczucia jak w domu, albo tego, że u nas w Denpasar wszyscy się do nas uśmiechają, bo ciągle spotykamy tych samych ludzi i rozmawiamy z nimi na ulicy. Niemniej jednak, nieustająco podróżujemy weekendami. Czasami blisko, czasami daleko…

Kawah Ijen

Borobodur

Tea Plantation

Muszę przyznać, że wszystko tu uwielbiam. Rozjechane szczury, karaluszki biegające po dziurawych chodnikach, to, że jestem zawsze brudna i upocona, adrenaline, jak jak jadę rowerem, żeby mnie żaden skuter nie zabił :) Codzienne jedzenie ryżu mnie nie frustruje. Generalnie lubię, jak jest trudno, a tu jest trudno zawsze;) no i to, że nas okradli… nie lubię, ale widocznie czemuś to miało służyć… jak to mamcia powiedziała – widocznie to była jakaś potrzebna lekcja. Jedno jest pewne – dużo się nauczyliśmy o nas samych, o tym na kogo można liczyć i jak się nawzajem wspierać w takiej sytuacji, jak silne są nasze charaktery i jak ważne są dla nas materiale rzeczy.

Yogyakarta

Wrócilśmy na Bali i znów planujemy ten weekend spędzić w miłym miejscu. Może nie tak daleko od domu, ale mimo wszystko zew przygody nas nie opuszcza ;)

Saraswati Day - przygotowania

Sprawunki dnia codziennego też zaczynają mi wchodzić w krew. Jem prawie codzienne po szkole u chłopków w padangowym jedzenu. Za talerz z ryżem i wypasami płacę 9000 – 10.000 Rp. Pocztowe sprawunki ogarniam po indonezyjsku, ale dziś miałam prawdziwy sprawdzian, bo dwa dni temu zostawiłam kartę w bankomacie… nie wiem, jak to się stało.. lepsze, że dopiero po dwóch dniach się zorientowałam, jak próbowałam zapłacić za dwie butelki lokalnego rumu, który mam w zwyczaju kupować :) pobiegłam do banku, bo przy całym nieszczęściu bankomat był na terenie banku, i po indonezyjsku opowiedziałam, że gapciocha, a nie panciocha ze mnie i że karta przez bankomat chyba połknięta została. Otóż Ibu Bank otworzyła biurko po moim expose i wyciągneła moją kartę mowiąc, że dziś mieli ja pociąć i dlaczego wczoraj nie przyszłam… więc ja, że dopiero wieczorem dnia poprzedniego w sklepie zgubę zauważyłam… wręczyła mi kartę, prawie ją ucałowałam. Użyłam wszystkich indonezyjskich słów, jakie znam, na wyrażenie mojej wdzięczności, uścisnęłyśmy sobie dłonie i pogalopowałam na rowerze do szkoły na gramatykę :)

Wycieczka rowerowa

Dzisiaj były próbowania na skuterze, nasza rosjaneczka Anna była naszą mentorką. Pożyczyła na tę okazję swój motor bike i jutro jedzie ze mną wypożyczyć mój własny ;))) dojrzałam do decyzji ujeżdzania motorbik’a :)))

Zajęcia z jeżdżenia

Zajęcia z jeżdżenia

Zajęcia z jeżdżenia

Tagged , , , , , ,