Jl. Teuku Umar Gd. Cendrawasih n.6

04.09

Nasz dom każdego dnia wygląd coraz lepiej. Znajduje się w małej uliczce, jest bardzo balijski i zarazem bardzo indonezyjski w środku. Ci, co podróżowali po Indonezji wiedzą o co chodzi :)

04.09

Dom ma piętro, na piętrze mieszkamy we trójkę – Agnes (Rumunia) + Piotr (Polandia) + Dagmarita (Polandia). Na dole mieszka Waleria (Ukraina) + dojedzie Catalin (Węgry). Mamy więc blok wschodnio europejski :) Najfajniejsze jest to, że nasza Waleria przyjaźni się z Anna (Rosja) – to w obliczu sytuacji która jest na Ukrainie, wiele znaczy :)

03.09 Bali

Dziś urządziliśmy nasz taras – mamy hamak (jutro będą dwa) oraz sofę zrobioną z materaca (czasy hiszpańskie robienia czegoś z niczego znów powróciły).

widoki mamy tarasowe jak poniżej

04.09

a z mojego pokoju widok na świątynkę sąsiadów

04.09

Dziś miałam pierwsze zajęcia na uniwerku. Jest poziom, wzyscy mowią do nas po Indonezyjsku – przeniosłam się z level 3 na level 2, bo nawet nie zamierzam sprawdzać czy się tam nadaję. Jakoś przez pomyłkę, po teście i rozmowie po indonezyjsku, mnie tam wrzucili, ale wszyscy wiemy, że daleko mi di level 3, więc nie zamierzam się pocić i zniechęcać do nauki przez za wysoki poziom. Na level 2 i tak jest trudno :)

A to nasz skrót do szkoły, który prowadzi ściekiem:

04.09

04.09

Odkryliśmy już trochę okolicę naszej dzielni. Mamy już pana soczkowego, co nam codziennie robi pyszne soki, mamy panią od smażeniny – czyli tofu, tempe, banan i jajko z warzywkami. Mamy mini warung z padangowym jedzeniem i mamy food street (sami tak ją nazwaliśmy) z wózkowymi sprzedawcami i małymi stoiskami – na wieczór idealne miejsce :)

04.09

04.09

03.09 Bali

03.09 Bali

03.09 Bali

03.09 Bali

Na motorbicku na razie nie jeździmy. Waleria zaliczyła małą, niegroźną glebę, a ja myślę o kupieniu używanego roweru. Bo nad morze – 6km; do Kuty (kota bule – tak nzaywamy to miejsce) – ok. 10km, a do Ubud 20km. Wszystko Panciocha da radę na rowerze przejechać :) i tyyyyllyeeee satysfakcji…
Rozglądam się więc i podpytuje, mam nadzieję, że nie długo mój plan się ziści :)

Tetapi hari senin saya pergi ke Indonesia !!!

na bloga indo
rys. Paweł Jaworski

Zostały jeszcze dwie noce… mam mieszane uczucia, bo nagle okazuje się, że tak dużo ważnego tu zostaje… Ale walki o ten wyjazd było co niemiara, więc ocieram łzy i pakuje się powoli.

Pierwszy raz będę sama w samolocie na takim długim dystansie… zamierzam robić ćwiczonka z Indonezyjskiego, bo skoro już płacę sama za te studia, muszę dostać się do grupy wyższej niż początkująca… nie chce się znowu uczyć cyferek i podstawowych zwrotów.

Na mojej drodze także ONE NIGHT IN BANGKOK. Opracowałam sobie plan, że przejeżdżam bezpłatnym autobusem na Don Muang i obok mam tani hostelik. Miałam plan zostawienia bagażu w przechowalni i pojechania na Rambuttri, ale koniec końców zamierzam zwiedzić okolice lotniska Don Muang. Zjem lokalerską zupę, wyślę Adaśkowi obiecaną pocztowkę i nie będę pchała się w turystyczne zakątki ;)
Taki mam plan na podróż :)

Po wielu perypetiach i błagalnych mailach na Uniwerek w Indo, dostałam kwity i wizę social budaya… chociaż w całym zamieszaniu podczas skladania wizy, bo pan dziadek, co jest wizowym w Ambasadzie na spółę kolegą podrywali mnie po polsko – indoenzyjsku, zapomniałam powiedzieć, że wyjeżdżam 1.09 i że nie jest dobrym pomysłem, żeby wiza była do odbioru właśnie tego dnia… miałam więc nerwowy tydzień. Najpierw poszłam w środę i z panem starszym się dogadywałam, że ta Wiza to może już… pan nic nie kuma w żadnym języku, więc troche po indo nieśmiało zaczęłam tłumaczyć, że w poniedziałek jam sembilan stawiam się i ta wiza być musi… pan pokręcił głową.

Ponieważ nie ufał Indonezyjskim Oficjelom przyszłam ponownie wczoraj i znów trzepocząc rzęsami powiedziałam, że przechodzilam i chciałam sprawdzić czy może ta wiza już jest… pan szuka, szuka… przewraca te paszporty… aż w końcu mówi „co tam jest napisane”, więc ja już twardo po indonezyjsku mowię mu, że napisane hari Senin, ale hari Senin to ja juz lece do Indo, więc muszę mieć tą wizę dzisiaj… pokręcił głową i nagle mój paszport z wklejoną wizją się pojawił yuhu :)))

Stwierdzilam rownież, że skoro załatwiłam urzędową sprwę po indonezyjsku, to mój indonezyjski nie jest basic tylko ewentualnie basic level 2 :)

Oto wiza :)
VISA

Jestem na wiadomościach z moim Piotrkiem, co to już za godzinę z Jakarty leci na Bali, bo był na orientation week (ktory trwał dwa dni) i zaznajamia się z naszymi Rumunkami (mamy nadzieję, że współlokatorkami naszego domu). Ponoć spał tylko 8h przez te dni i wypił morze wódki, ale znajomości narobil, więc będzie do kogo jeździć weekendami oraz z kim się szlajać :)

Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem to 3.09 ląduje w Denpasar i kieruje się pod ten adres :) Czerwona gwiazdka to skręt z głównej uliczy w Gang, gdzie stoi nasz przyszły dom :))) Ponoć z dwom skuterami na wyposażeniu :) yupiiii

mapa dom

Prawie Darmasiswa

Pierwszego dnia płakałam jak dziecko, drugiego dnia się wkurzałam, a trzeciego dnia wysłałam papiery na Universitas UDAYANA. Wszystko dzięki Piotrkowi i Maćkowi, którzy trzymali rękę na pulsie i kazali, przez łzy, wypełniać mi formularze, mimo że byłam przekonana, że nic już mi się w życiu nie uda :) Oto przy ogromnym wsparciu Ambasady Indonezji i pomocy Pani Konsul zostałam studentką Bahasa Indonesia, co zaświadcza Certyfikat

Certifikasi

Darmasiswa w tym roku mi się nie trafiła, ale nie ma tego złego, bo dzięki temu, że dostałam się na ten sam Uniwersytet, gdzie Piotr dosyał stypendium, będziemy nierozerwalnymi bywalcami targowiska  w Denpasar. Szukamy lokalnej, balijskiej chaty, w której w ogrodzie będziemy mieć dmuchany basen :),  a ja szukam kupca na moje auto, bo stypendium muszę ufundować sobie sama :) Moje mieszkanie od Września będzie miało nowego lokatora, a ja mam już bilet :)

Następny rok należy do nas :)

dream team

Tagged , , , , ,

Anda harus tahu…

…że od marca mam nowego nauczyciela Indonezyjskiego. Pierwszym był Bapak Eki – najlepszy nauczyciel, jakiego można sobie wymarzyć.


Blog Bapak Eki

Bardzo żałowaliśmy, że musi wrócić do Indonezji. Miał super podejście, uczył nas szybko i efektywnie. Byliśmy na wspólnej kolacji, gdzie jedliśmy polskie, świąteczne dania i popijaliśmy winem. Na koniec żegnaliśmy go na pożegnalnej kolacji u ambasadora śpiewając karaoke i jedząc bakso.

Teraz zajęcia ma z nami ambitny wykładowca i znawca języka Bapak Donnie (nie dysponuję zdjęciem). Ponieważ nasza grupa nazywa się „średniozaawansowaną” (nie wiadomo komu przyszło do głowy to nazewnictwo, bo lepsze byłoby nazwanie nas „podstawową – semestr 2”), nasz nauczyciel myślał, że ma do czynienia z dorosłymi średniozaawansowanymi studentami i mówi do nas, jak przystało na nauczyciela języka obcego – w języku obcym to jest indonezyjskim. Może lepiej, bo jego angielski też jest bardzo indonezyjski :)

Miał Bapak Donnie bardzo ambitne plany, które dziś po napisaniu testu (który moim zdaniem był na poziomie pre-zaawansowanym, ale nie sprawił nam trudności), legły w gruzach. Bapak Donnie przygotował dla nas (zresztą na moją prośbę) piosenkę do nauczenia się. Okazała się ona jednak smętna i trudna, więc zaproponowaliśmy coś prostszego.

I tak oto moją nową ulubioną pioseneczką stal się ten oto przebój:

Piosenka jest o pięciu kolorowych balonikach. Muzyka jest bardzo na topie – Indonezyjczycy uwielbiają takie electro-disco – myśle, że Masłowska mogła czerpać inspiracje ;)

Piosenka okazała się hitem i w nagrodę za świetne śpiewanie dostałam od Bapak Donnie batikowy piórnik prosto z Surakarty.

la foto

Zachęcam do śpiewania – napisy są na teledysku.  Życzę powodzenia ;)

<3 MIMPI MANIS <3

 

 

Muszę się tym podzielić !!!

To jest najcudowniesze wideo… przypomina mi dlaczego najbardziej cenię sobie bezinteresowność i może dlatego ta Azja tak uzależniła mnie od siebie ;)))

Daje nadzieję i wiarę w ludzi :)

<3 Ibuku terbaik <3

Marueccos

Muszę napisać o największym podróżniku w moim życiu – to jest Mojej Mamie.

Moja Mama była w Wietnamie, zanim ja pokochałam Azję, ale do Meksyku poleciała kilka lat po mnie…

Otóż moja Mama jest nieustraszonym podróżnikiem, który, co prawda, jeździ na zorganizowane OBJAZDOWE wycieczki, bo nie może się nudzić leżąc przy basenie, ale zawsze oddala się od grupy, porozumiewa się w sobie tylko znanym języku anglo-polskim i przywozi świetne pamiątki.

Agadir

Moja mama uczy się zacięcie angielskiego, od lat kilku i kiedy nikt nie widzi w obcych krajach prozumiewa się doskonale.. poza tym po kilkunastu wizytach w Hiszpanii, w ciągu 5 lat mojego pobytu tam, nauczyła się doskonale najważniejszych słów i zwrotów po hiszpańsku – typu – „Una cerveza por favor” i „cafe con leche”. Poza tym dużo się uśmiecha i owładnęła technikę body lenguage do perfekcji.

Wakacje z Mamuśką

Pojechała do Meksyku, a że wycieczka była organizowana przez jakiegoś duchownego, to zawsze, jak wszyscy szli na mszę to ona hopsa na miasto… rynki, sklepiki, herbatka…

Wakacje z Mamuśką

A moja mama była już w:

Wietnamie; Meksyku; Izraelu; Joradni; Egipcie; Maroko; Hiszpanii; Indiach… Teraz chyba wybiera się do Kanady !!! już nie mogę za nią nadążyć :)

Agadir

Nie mam niestety zdjęć mojej mamuśki z jej własnych wojaży. Dysponuję tylko naszymi wspólnymi, głównie z Maroka, ale widać, że jak tylko oddzielić ją od grupy, to wszystko jej się podoba i jest nieustraszona.

Wakacje z Mamuśką

W Maroko, poszła ze mną na „spacer” pięciogodzinny, po jakieś nie turystycznej dzielni, gdzie Policjanci nas zatrzymali myśląc, że oszalałyśmy i się zgubiłyśmy, prosząc, żebyśmy wróciły główną ulicą, a nie osiedlem domków jednorodzinnych. Kiedy my właśnie sobie te domki oglądałyśmy zastanawiając się, który jest fajny, a który nie.

Agadir

Mamuśka może robić wszystko na wakacjach – szlajać się po bazarach:

Marueccos

Podrywać panów sprzedawców:

Marueccos

Zwiedzać zabytki:

Marueccos

Wchodzić we wszelaką interakcję z lokalsami:

Wakacje z Mamuśką

Łazić po górach:

Wakacje z Mamuśką
Szlajać się po plaży:

Agadir

Byleby była co jakiś czas przerwa na picie – soczek, herbatka, papaierosek….

Marueccos
Wakacje z Mamuśką

Agadir

Mam taki plan, żeby moja mama została bakpakers’em… marzy mi się Indonezja z moją mama… żeby zobaczyła, że to, co najbardziej podoba jej się podczas wycieczek, czyli szlajanie się bez pana przewodnika, to już dawno to umie i nie musi się tego bać :) Poza tym nie boi się trudnych warunków i bambusowych chatek. Może kiedyś przyjedziecie do nas do Indonezji do naszego małego baru na plaży :)

Nemo Rybki <><

Samiec jest mniejszy od samicy !!! co oznacza, że mój aparat oraz moja ręka była atakowana przez Panią Nemo Rybkę.

Naprawdę według nauki Nemo Rybki nazywają się Amfipriony, albo Błazenki i są znane z tego, że żyją w symbiozie z ukwiałami.

Ukwiały, które są groźne dla praktycznie wszystkich innych ryb (jego czułki zaopatrzone są w parzydełka, które przy dotknięciu wypuszczają setki mikroskopijnych harpuników z jadem porażającym ofiarę), nie czynią im krzywdy. HMMM WIDZIAŁAM CHINECZKĘ, CO TO SIĘ BAWIŁA I DOTYKAŁA TE UKWIAŁY… CIEKAWE CZY COŚ JEJ SIĘ POTEM STAŁO ???
Podobno ich ciało pokryte jest śluzem, który naśladuje składem wydzielinę ukwiała (każdy ukwiał wytwarza specyficzną dla siebie substancję, którą pokryte są jego czułki – po to, aby nie atakowały się nawzajem). Ryba nie od razu jest odporna na ataki ukwiała, najpierw musi wytworzyć śluz identyczny ze śluzem danego osobnika. Nie jest też odporna na porażenie przez inny ukwiał nawet z tego samego gatunku, więc całe swe życie spędza z jednym gospodarzem, rzadko oddalając się od niego na odległość metra. Jeśli rozdzieli się rybę i ukwiał, to po jakimś czasie błazenek przestaje być odporny na jad i musi od początku nabyć tę zdolność. – WYCZYTAŁAM TO NA WIKIPEDI ;)

TERAZ NAJLEPSZA CIEKAWOSTKA !!!

Błazenki żyją pojedynczo, parami albo w grupach. W przypadku życia w grupie wspomnieć należy o wewnętrznej hierarchii takiej zbiorowości: na czele stoi samica, wszystkie inne ryby to samce. Samce mogą zmienić płeć i dzieje się tak w przypadku, gdy np. zginie samica (wtedy samiec, który do tej pory był partnerem samicy, sam staje się samicą a inny samiec staje się jego partnerem). !!! TO JEST DOPIERO NOWINA – PAN STAJE SIĘ PANIĄ !!! ZUPEŁNIE JAK W TAJLANDII :) PONOĆ RÓWNIEŻ PANOWIE ZAJMUJĄ SIĘ IKRĄ :) TO JEST SPOŁECZEŃSTWO BARDZO FEMINISTYCZNE :)

Jest strasznie dużo rodzajów ukwaiałów i jeszcze więcej różnych Nemo Rybek, robiłam zdjęcia wszystkim, jakie tylko znalazłam mam nadzieję, że ten wątek bedzie miał swoją kontynuację po kolejnej podróży :)

Tagged , , , , , ,

KUPU KUPU fundation

Screen shot 2014-01-23 at 15.54.31

http://www.kupukupufoundation.org/

Wyspa Seraya Kecil – Begonia, jej córka Nilu i mąż Balijczyk spędzają wakacje daleko od Bali.

Tam się poznaliśmy… Ona Hiszpanka od 13 lat mieszkająca na Bali… Do Indoenzji zaczęła przyjeżdżać 20 lat temu… zakochała się i potem szukała sposobu, żeby przenieść się tam na stałe. Pracowała wolontaryjnie w różnych placowkach, a potem szukała fundacji hiszpańskiej, która mogłaby wysłać ją tam po raz kolejny… Fundacji takiej nie było w całej Hiszpani, więc Begonia założyła ją sama – Kupu Kupu – po Indonezyjsku ozanacza „motylek”.

Kupu – Kupu Fundation zajmuje się dziećmi i ludźmi niepełnosprawnymi. Od kilku lat pojawił się też Guest House, który jest, obok dotacji dobrych ludzi, jedną z form dofinansowania Fundacji.

Polecam Wam to miejsce, nie byłam w nim, ale mój czas spędzony z Begonią i jej córką Nilu, która uczyła mnie Indonezyjskiego i ktora grała z nami w różne fajne gry, ktorych zasady tłumaczyła nam po hiszpańsku i angielsku, bo jest strasznie zdolna i otwarta i do tego wszystkiego spełniła moje marzenie o byciu mamą indonezyjskiego dziecka, byl nieoceniony i magiczny.

W mojej pamięci z przed 4ch lat, kiedy byłam tam pierwszy raz, Seraya Kecil byla wyspą sarenkową, bo przywitały mnie sarenki, kiedy dobiliśmy do brzegu – niestety tym razem już ich nie było… może zostały zjedzone :)


Seraya Kecil 4 lata temu (Empat Tahun Lalu)

Dzień po przyjeździe poznaliśmy też Ewę, hiszpankę, dla ktorej ta wyspa okazała się „una isla magica” :)
Eva od swoich przyjaciółek, jeszcze przed wyjazdem, w Hiszpani, usłyszała opowieść o miejscu, którego nazwy dziewczęta nie pamiętały, ale znajdowało się w Ubud, na Bali i prowadziła je hiszpanka o imieniu Begonia i koniecznie Eva ma się tam udać, bo genialne, tanie i z pięknym widokiem na pola ryżowe… Ewa Begoni na Bali nie znalazła, ale po 10 min rozmowy na sarenkowej wyspie okazało się, że Begonia stoi przed nią… ;)


Dagmarita / Eva / Baegonia / Nilu


Marcin i Nilu ładują się na łódkę


Marcin / Begonia i jej balijski mąż :)

Strasznie polecam Wam poznanie tej niesamowitej rodziny. Begonia jest bardzo ciepłą kobietą, ciekawą osobowością, bardzo zainteresowaną ludźmi i osobą o największym sercu, jaką znam.
Zapewniam Was, że odwiedziny w turystycznym bardzo mieście UBUD mogą być magiczne, jeżeli zdecydujecie się na nocleg w Guest House’ie KUPU – KUPU :) Ceny są przystępne, a nawet bardzo tanie, jak na UBUD, a do kasa nie idzie do kieszeni bogatych australijczyków tylko na utrzymanie ośrodka dla niepełnosprawnych :)