KRAWĘŻNIKI I ULICZNE ŻARCIE…. i krawcy z Indii.

Bangkok GO PRO

To, że na krawężniku siedzi się najwygodniej, zwłaszcza, że pijesz wtedy to, na co masz ochote i co akurat wpadło w rękę w 7/11 (najczęściej siedzisz pod samym 7/11) odkryłam dawno temu, kiedy mieszkałam w Hiszpanii i nie mieliśmy ochoty na bary. Przenieśliśmy ten zwyczaj do Warszawy, gdzie mimo, że fajne bary są, są też przed nimi wygodne krawężniki. W Bkk siedzi się albo na oczku wodnym po hostelikiem, jedzac padthaia albo naleśnika. Zdaża się również usiąść pod samym panem padthaiowym albo panem naleśnikiem… I gapimy się na pana, co z żonką zbiera butelki na wózku, na panów hidusów co sobie piwko otwierają, w tych swoich garniturkach z hinduskiej nici, ktore wciskają przechodnią… które nota bene gdybyśmy byli frakowo/garsonkowo/marynarkowanymi modniachami to na bank byśmy sobie sprawili, ale że nie jesteśmy to służą nam za obiekt obserwacji.

Kiedyś pan tuktukowy w ramach akcji „dostane kupon na wahe” (na co, jak ma się czas, warto dać się namówić – w ten spośób na przykład kiedyś spontanicznie się zaręczyłam pierścionkiem kupionym u takiego dużego jubilera, a pan tuktukowy jako jedyny świadek zapytał o cenę pierścionka myśląc, że był drogi i otrzyma procent, a tu raczej mały procent, ale za to jeździliśmy na benzynie z odebranego kuponu) zabrał nas do krawca, gdzie poprosił żebyśmy tylko udawali, że chcemy coś kupić… Pan Hindus od razu na nas naskoczył, katalogi pokazał i pokrótce rozkminił po naszych minach, że utargu to tutaj nie będzie i poprosił NIEgrzecznie, żebyśmy jego czasu nie marnowali… na co mój ówczesny niedoszły mąż prawie się zamachnął i żeby afery nie robić wyszedł, a ja jako pancioszka pierwszej klasy, ktorą stać było na te fatałachy, tylko tydzień mniej podróżowania by sie zrobiło, no i moja modniaszkowa duma byłaby w takiej kiecce zraniona, postanowiłam stracić dużooooo jego czasu na przeglądanie katalogów i wybieranie czegoś, czego w końcu jednak nie wezmę! Pan był nadzwyczaj niemiłym panem Hindusem i nie kręcił głową na boki, jak to robią uroczy Hidusi, bo się zthaiował za mocno… mogę się założyć, że nie umie robić Masala Dosai !!!

Bangkok GO PRO

SIedzenie na krawężniku obfituje też w możliwości poznania mega uroczych osób, co przytrafiło się mojej koleżance, która znajomość krawężnikową wspomina niezwykle urokliwie i do dziś dzień lata do Londynu na fajne pogawędki pokrawężnikowe.

Bangkok GO PRO

Pan kawowy, był świetny… czasem on, czasem jego żonka parzyła nam kawę… pozwalaliśmy sobie nawet na przychodzenie do nich pokrótce, jak decydowałam się jednak na odrobinę słodkiego mleka, ktorego odmówiłam na początku, zważywszy na figurę, ale potem zazdrościłam Tomaszowi, że on ma, a ja nie i musieliśmy się wracać do naszego dziada kawowego. Oni, jak to Thaiowie, przyjmowali moje zachcianki z cierpliwościa i nalewali, o co tylko poprosiliśmy

Bangkok GO PRO

Widok z krawężnika pod daszkiem jakimkolwiek, kiedy pada jest imponujący. Zawsze siedzisz na przeciwko jakiegoś dziwu i pijesz jakiś napój chłodzący, a przed Tobą świat się leje i ludzie biegają… kolory nabierają wyrazistości a Ty się gapisz… mu przysiedliśmy na zdjęciu poniżej z kawą ice w ręku (zakupioną od pana powyżej) i czekaliśmy na przejście zlewy…

Bangkok GO PRO

Dodaj komentarz